Cthulhu Wars – Recenzja

, Kamil 'Sanex' Cieśla
  • liczba graczy: 2-6
  • czas rozgrywki: 15
  • rok wydania: 2012
  • zależność językowa: b/d

Cthulhu Wars swego czasu była jedną z nadroższych gier planszowych. 150 dolarów za podstawową wersję gry, kilka lat temu, to było mnóstwo pieniędzy. Dzisiaj na kickstarterze co chwila pojawiają się oferty planszówek, których cena zaczyna się od 120 USD, dlatego też kilka dolarów w tę czy tę stronę raczej nikogo nie dziwi.

"Sandy Petersen Games"

Kickstarter przez ostatnie kilka lat zmienił się diametralnie. Jakiś czas temu platforma ta była typowym crowdfoundingiem, gdzie trafiały wydawnictwa chcące wydać coś wyjątkowego. Dzisiaj KS przypomina bardziej formę przedsprzedaży, gdzie trafiają już gotowe i wydevelopowane produkty.

Cthulhu Wars pięć lat temu oferowało na KS coś bardzo wyjątkowego – wielkie figurki i jeszcze nie do końca wyeksploatowany świat Cthulhu. Piętnastocentymetrowi przedwieczni do dzisiaj powodują efekt „łał”, a duże, czarne, miejscami laminowane pudełko sprawia wrażenie czegoś bardzo ekskluzywnego.

Geniusz w swojej prostocie?

Mechanicznie Cthulhu Wars to znacznie uproszczony Chaos w Starym Świecie. Każdy z graczy ma swoje bóstwo, kultystów, punkty akcji i punkty zwycięstwa, które zakańczają grę. W grze mamy ułomny system walki, gdzie każda figurka ma zawsze jeden punkt życia i X kości ataku, a wynik pięć i sześć na kościach oznacza trafienie. Dlaczego już w tym miejscu recenzji napisałem, że ten system jest zły? Ponieważ wyobraźmy sobie sytuację, gdzie jedna, najmniejsza figurka wroga, rzucając jedną kością niszczy samego Cthulhu w walce jeden vs jeden. Na szczęście podczas samej potyczki dochodzi jeszcze kilka prostych zasad, a gracz sam przydziela rany swoim stworom decydując, które z nich zginą.

W Cthulhu Wars, podobnie jak w Chaosie występuje rozwój kultu. Wykonując poszczególne zadania, a jest ich sześć, gracz zdobywa moce specjalnie. Niestety, umiejętności tych jest tylko i wyłączenie sześć, a gracz podczas rozgrywki jest zmuszony do zdobycia ich wszystkich. W przeciwnym wypadku w ogóle nie będzie brany pod uwagę podczas wyłaniania zwycięzcy.

Skoro jesteśmy przy warunkach wygranej, tutaj sprawa jest badzo prosta – zdobywamy odpowiednią liczbę punktów na doom tracku – wygrywamy. Na wynik wpływa nasza kontrola terenów, czasami walki czy achievementy. W planszówce występuje element „ukrytych” punktów zwycięstwa, przedstawionych na żetonach. Wprowadza to nie do końca aż tak oczywistą sytuację na „doom tracku”.

Cthulhu Wars to gra „easy to play”. Gracz podczas rundy może przyzwać bestię, przemieścić swoje stwory, postawić ołtarz, zaatakować czy wykonać akcję wynikającą z jego zdolności specjalnych. Tury wykonuje się na zmianę aż do momentu, gdy gracz wyda wszystkie swoje punkty przywołania. Na koniec rundy następuje podliczenie, resetowanie naszej „many” i kolejna runda z naprzemiennymi akcjami. Dodatkowych zasad jest bardzo mało i całość można wytłumaczyć laikowi w kilka minut.

Jednak nie do końca...

Wizualnie Cthulhu Wars najlepiej wygląda w pudełku.
Wydanie gry jest przecięte, a biorąc pod uwagę design, momentami fatalne. Oczywiście to nie jest tak, że wszystkie elementy w grze są źle wykonane. Plastikowe tokeny oraz bardzo gruba tektura to zdecydowane plusy wydania.

Gra posiada piękne ilustracje, ale co z tego, skoro w instrukcji są one na białych kartkach papieru, a na np. planszetce punktów zwycięstwa przysłaniają je okropne, żółte kręgi. To samo dotyczy arkuszy przedwiecznych. Klimatyczna księga z umiejętnością? Trzeba ją „zniszczyć” okropną, niestonowaną ramką. Duża plansza? Pokolorujmy ją jak w grze dla dzieci. Fluffowy tekst? Napiszmy go standardową czcionką, która nawet nie jest umieszczona w odpowiednim miejscu…

A co z figurkami? Są wykonane poprawnie, może i nawet dobrze. Są ciężkie, giętkie i odporne na upadki. Niestety – ich kolory pozostawiają wiele do życzenia…

To może jednak mechanika?
Też nie. Gra przez pierwsze 2 rundy prawie zawsze wygląda tak samo. Ciężko o inny początek niż wybudowanie kilku ołtarzy, dających nam dodatkowe punkty many. W kolejnych rundach też nie zawsze jest lepiej. Dodajmy do tego problem z balansem na dwóch graczy, erratę i mnóstwo poprawek. Summa summarum Cthulhu Wars mechanicznie jest co najwyżej dobre.

Jest to gra, którą mógłbym zarekomendować każdemu, kto chce wciągnąć znajomych w świat gier strategicznych. Niestety, cena temu przeczy, bo żaden planszówkowy nowicjusz, któremu nawet Cthulhu Wars się spodoba, oczywiście o zdrowych zmysłach i polskich zarobkach, nie kupi tak drogiej gry.

Cthulhu Wars ma potencjał, jest dobre, ale przy tym o 100 dolarów za drogie… Wydanie nie rekompensuje tej ceny, przynajmniej dla mnie.

A co z dodatkami do Cthulhu? Wpływają one bardzo pozytywnie na regrywalność pozycji, ale ich cena również pozostawia wiele do życzenia…

Recenzja powstała przy współpracy ze sklepem mepel.

 

Plusy

  • Łatwa do nauczenia
  • Szybka rozgrywka
  • Figurki robią wrażenie
  • Przepiękne pudełko
  • Grubość tektury

Minusy

  • Nudna dla 2 graczy
  • Problem z regrywalnością
  • Słaby design graficzny
  • Obszerna errata
  • Cena
  • Cena
  • I jeszcze raz cena