Sword & Sorcery – Recenzja

, Bartek Baryń
  • liczba graczy: 1-5
  • czas rozgrywki: 90
  • rok wydania: 2017
  • zależność językowa: średnia

W grze Sword & Sorcery pokierujemy losami bohaterów wezwanych by uratować Wybrzeże Talona przed nadchodzącą zagładą. Czeka nas przygoda prowadzona przez 7 misji, które składają się na I akt przygody. Podczas rozgrywki poznamy masę ciekawych postaci, weźmiemy udział we wciągającej przygodzie oraz wyłapiemy masę nawiązań do popkultury.

Zaczyna się od obietnic

Gra Sword & Sorcery jest dziełem Gremlin Project, a wydana została przez Ares Games. Mamy tu do czynienia z przygodową grą kooperacyjną dla 1-5 graczy. Autorzy w zamyśle inspirowali się RPGami z lat 80. Chcieli nam zaoferować w pełni kooperacyjną przygodę, z masą rozbudowanych elementów oraz wyborami wpływającymi na rozgrywkę.

Szykujcie miecze!

W grze pokierujemy losami jednej z wielu dostępnych postaci. Nasz bohater jest określony szeregiem współczynników, zależnych od aktualnego poziomu. Do ich śledzenia dostajemy Soul Gem. Definiuje on nasze zdrowie, liczbę akcji specjalnych oraz liczbę dostępnych umiejętności. Do naszych rąk trafia też plansza gracza, która pozwala na łatwiejsze zorganizowanie technikaliów dotyczących postaci.

Rozgrywka to standardowy crawler. Za pomocą księgi scenariuszy rozstawiamy naszą przygodę, układamy żetony informujące o postępach fabularnych, zakryte żetony z liczbą przeciwników, skarby itd. Misje są zawsze ciekawe i rozbudowane, a ich warunki mogą się zmienić w trakcie. Gra dzieli się na sekwencje, tj. faza czyszczenia, akcje graczy i potworów, faza wydarzeń. Stos wydarzeń definiuje scenariusz, a liczba kart określa liczbę tur, jaką mamy na rozegranie scenariusza. Przebieg gry to również dungeon crawlerowy standard – przemierzamy mapę i tłuczemy wszystko, co się nawinie. Fabuła jest opowiedziana naprawdę ciekawie, a każdy akt stanowi osobną, zamkniętą historię, z głównym wątkiem toczącym się przez obydwa akty. Dołączona książeczka paragrafowa zmniejsza liniowość opowieści, a wyborów dokonujemy jako drużyna, poszczególny gracz lub definiuje go nasz charakter.

W grze dostępne są 3 poziomy trudności przeciwników. Ruchami naszych wrogów sterują zwoje sztucznej inteligencji. To, jacy przeciwnicy są aktywowani, definiuje Encounter Card dociągana w odpowiednim etapie. Każdy ze zwojów określa rodzaje ataków, preferowanego przeciwnika i zdolności specjalne. To, co w danej sytuacji zrobi potwór, zależy od odległości jaka dzieli go od celu ataku. Dodatkowo przeciwnicy mogą otrzymać umiejętności specjalne zwiększające pulę ich zdolności lub wzmacniające istniejące.

Walka to ameritrashowy standard, czyli kilka etapów plus masa kości i zdolności. Gracz rzuca liczbą kostek określaną przez noszoną broń (wybór między główną a dodatkową) i ewentualnie wzmacnia atak umiejętnościami. Następnie mamy fazę obrony: sprawdzamy odporności i słabości przeciwnika, odejmujemy wartość pancerza i magicznej tarczy, rzucamy kośćmi obrony, możemy też użyć jakichś umiejętności do obrony. Różnica pomiędzy wartością ataku a obrony to siła naszego ciosu.

Każdy scenariusz jest urozmaicany przez karty wydarzeń. To, jakich użyjemy, definiuje księga scenariuszy. Mogą one wpływać na naszą siłę, wzmacniać ataki, wymuszać dołożenie przeciwników na planszę oraz definiować, który akapit w książeczce paragrafowej należy przeczytać.

 

Maleńki niedosyt...

RPG. Odgrywanie ról to właśnie ten typ gry, który daje mi największą frajdę. I dlatego w Sword & Sorcery kupił mnie klimat. Klimat RPG wprost z dawnych lat. Losy krainy w naszych rękach, epicka przygoda i wciągająca fabuła. Połączenie opowiadania historii z użyciem książeczki paragrafowej jest całkiem trafionym pomysłem. Pozwala to na wprowadzanie losowych zdarzeń w trakcie gry i pewną możliwość wpływania na przebieg historii. Nasze wybory zmieniają zwykle jakieś detale, ot, jakaś postać pojawi się w późniejszych etapach albo jakiś przedmiot trafi do naszej drużyny itp. Mechanika gry jest skonstruowana świetnie. Masa znaczników, stanów i zdolności. Wszystko to współgra i tworzy piękną całość. Szczególnie muszę pochwalić AI, które często potrafi zaskoczyć nawet weterana rozgrywki. Niestety – taka liczba mechanik skutkuje bardzo obszerną instrukcją. Jest ona napisana bardzo solidnie i nie mamy problemów z zasadami, jedynie z ich zapamiętaniem. Polecam po każdej rozgrywce doczytać zasady i nie rozstawać się z ich skrótem. O jakości komponentów czy figurek nawet nie muszę wspominać, bo mamy tu do czynienia z KS Quality. Kolejne misje, jakie przyjdzie nam przejść, zaskakują pomysłami: dotrzyj w ograniczonym czasie do jakiegoś miejsca, rozdziel się, aby znaleźć dwa przedmioty otwierające jakieś drzwi, odkryj położenie wioski itd.

Niestety, po łyżeczce miodu nadchodzi czas na sporą chochlę dziegciu. Pierwszym zgrzytem są potwory. W wyniku podziału na akty, potwory zgrupowano wedle określonych części historii. Powoduje to, że gdy wykonujemy czwartą misję w danym akcie, atakuje nas ciągle ten sam gremlin, ale w silniejszej wersji. Niestety, groźny w pierwszych etapach gry przeciwnik dalej stanowi już tylko irytujący przerywnik. Bossowie to już inna bajka. W ich przypadku trudność to długi pasek życia, jeżeli odpowiednio się opancerzymy. Druga rzecz to przedmioty, które są bardzo potężne. Już po dwóch misjach i znalezieniu kilku skarbów jesteśmy w stanie rzucić się samotnie na grupkę przeciwników. Mój krasnolud, zbudowany na berserka, latający w samych spodenkach i z jednym potionem, potrafił wskoczyć między 4 przeciwników i spokojnie wszystkich pokonać. Możliwości obrony naszej postaci w połączeniu z pancerzem, magiczną zbroją oraz umiejętnościami pozwalającymi przerzucać kostki skutkowały jedynie powierzchownymi ranami. Szczególnie ataki obszarowe są niezwykle potężne. Te dwa problemy składają się ostatecznie w jeden: gra jest dość prosta. Jeżeli szukacie wyzwania, proponuję grać w mniejszym gronie i od razu na najwyższym poziomie trudności. Jeśli chcecie jedynie poznać historię, to szczerze polecam, bo naprawdę warto. Kolejnym rozczarowaniem było dla mnie emporium, czyli miejsce, gdzie możemy doposażyć nasze postaci i przekuć wyposażenie w jego potężniejszą wersję. Wybór jest dość skromny, ale po to otwieramy każdą skrzynkę, żeby to w nich znaleźć najlepsze przedmioty.

Ostateczny werdykt? Warto. Chociażby dlatego, że naprawdę mało jest tak rozbudowanych gier na rynku. Nie spędzicie tu co prawda paru godzin nad zastanawianiem się, jaki ruch jest najlepszy w danej sytuacji (jak w Gloomhaven), jednakże bardziej skondensowana fabuła i wybory, które w jakiś sposób urozmaicają rozgrywkę, naprawdę wystarczą.

Plusy

  • Wciągająca fabuła
  • Klimat starych gier RPG
  • Wybory urozmaicające rozgrywkę
  • Zgoła odmienne od siebie cele misji
  • Działająca i przemyślana mechanika
  • Bardzo ładne komponenty i figurki
  • Szeroka gama różnych od siebie postaci
  • Duża liczba wyborów w trakcie gry
  • Spora liczba easter eggów

Minusy

  • Niski poziom trudności
  • Przedmioty OP
  • Mała liczba przeciwników przypadająca na akt
  • Niektóre wybory uzależnione od naszego charakteru