Penny Dreadfun: Duchy, Demony, Dickensy – recenzja

, Marcin Bolałek

Penny Dreadfun: Duchy, Demony, Dicensy to gra dla dwóch do sześciu graczy. Podczas rozgrywki wcielasz się w postać, jednego z dziesięciu najdziwniejszych mieszkańców, osiemnastowiecznego Londynu. Twoim celem będzie odbicie zaginionej królowej Wiktorii z pałacu szatana i doprowadzenie jej w jednym kawałku do pałacu Buckingham.

Podróż wiedzie przez Londyn, jego podziemia i piekło. Każde z tych miejsc kryje w sobie dziwne sekrety, niesamowite przedmioty, nietypowe zdarzenia i groźnych przeciwników. To wszystko zostało schowane w pięknych taliach kart i opatrzone genialną fabułą. Każdy zbieracz znajdzie tu coś dla siebie dodatkowo oprawionego w negatywną interakcję.

Wielkie poszukiwania Królowej Wiktorii

Londyn. Rok 1888. Ulice miasta toną w plotkach o tym, że zaginął klejnot koronny. Niestety, nie to jest najgorsze. Królowa Wiktoria nie czekając na Scotland Yard, porwała to co miała pod ręką i ruszyła na poszukiwanie złodzieja. Miejskie ptaszki ćwierkają o tym, że trop prowadzi, aż do centrum piekła, a monarchini nie wraca już od dłuższego czasu.

„Centrum piekła?”- pomyślał znany Jakub z Whitechapel – „To wydaje się interesujące!” i ruszył na poszukiwania. Młody, czy stary, normalny czy nie do końca… Każdy Londyńczyk przyłączył się do poszukiwań z własnych pobudek. Nawet Lucky Long Tall Sally, leniwa dziewczyna z przedmieścia, się zaangażowała, bo… bo w sumie dlaczego nie? Tak rozpoczęła się wielka ekspedycja z Pałacu Buckingham do Pałacu Szatana i z powrotem. Każdy chce okryć się chwałą i odstawić Królową do pałacu w nienaruszonym stanie. Bądź pierwszym któremu się to uda!

Obsługa zielnego pudełka

Budowa i podstawowe mechanizmy Penny są większości z was, dobrze znane, ale powiem o nich w skrócie. Plansza podzielona jest na trzy sektory: Londyn, podziemia i piekło. By dostać się z jednego obszaru do drugiego trzeba spełnić pewne warunki, o których napisze niżej. Na początku swojej tury, rzucamy kością, sprawdzamy ilość oczek i o tyle pól poruszamy swoją postać. Następnie czytamy efekt pola i stosujemy się do niego. Brzmi znajomo? Tak myślałem. Również widzę w tym Talizman.

Gra od Redi Games oferuje kilka różnic w stosunku do Talizmanu, które sprawiają, że chętniej gram w Penny Dreadfun niż w Magię i Mecz.

Skracanie ruchu: ruch, zawsze można skrócić jeśli powód jest inny niż sama chęć gracza. Dla przykładu pole, które mijamy jest związane z naszym questem pobocznym (w grze jest wiele zadań poza uratowaniem królowej) lub stoi na nim postać gracza z którą chcemy wejść w interakcje. Ten mechanizm sprawia, że nie musimy rzucać w kółko kostką modląc się o dany wynik. To znacznie skraca czas rozgrywki.

Jeśli chodzi o interakcje między postaciami mamy dwie opcje: Dżentelmeńska umowy, w której wymieniamy się z kolegą kartami według własnych ustaleń, lub walki.

Najbardziej istotne w grze są statystyki. Okultyzm, uprzejmość, moralność i bogactwo. Zaznaczamy ich poziom za pomocą znaczników na odpowiednim torze. Gdy napotkamy przeciwnika w kartach, porównujemy poziom odpowiedniej statystyki. Przy walce z innym graczem dochodzi element losowy, jakim jest rzut kością. Wygrany gracz ma do wyboru: ukraść punkt statystyki przegranemu lub podwędzić przedmiot z jego asortymentu.

Każda postać ma swoje zalety i wady. Alicji nie można atakować dopóki nie ma królowej, ale za to zjada od razu każde jedzenie jakie znajdzie.

Po za podstawowymi umiejętnościami każdy bohater ma cztery zdolności, które ujawniają się dopiero po osiągnięciu odpowiedniego poziomu w wyżej wymienionych statystykach. Gdy uda nam się odblokować jedną zdolność uzyskamy prawo wejścia do podziemi Londynu, a po odblokowaniu dwóch możemy wkroczyć do piekła bo zły cerber pilnujący bramy nie zwraca na nas uwagi.

Grę można śmiało podzielić na dwa etapy. Pierwszy, nazwijmy „zbieractwem”. Atakujemy się sporadycznie i zbieramy ekwipunek. Drugi następuje po zabraniu królowej z piekła. Nazwać można go „wyścigiem” dlatego, że liczy się tylko odbicie królowej i nikt nie pozostaje obojętny na ten cel.

Ile waży osiemnastowieczny Londyn?

Tak, zważyłem Penny. Wiem, że kobiet nie pyta się o wagę, ale wydała mi się strasznie ciężka, szczególnie że w środku nie ma figurek. Nie licząc planszy są to prawie trzy kilogramy dobrej jakości, ociekających klimatem, różnych od siebie kart. Wyobraźcie sobie teraz ile różnych kombinacji oferuje gra od Redi Games. A no, sporo! Skoro o kartach mowa. Klimat! Słowo klucz. Zakochałem się w tej grze i nie potrafiłem odpuścić mimo głosów mówiących o niej źle.

Gdy nosiłem się z zamiarem kupna Penny Dreadfun usłyszałem od kolegów po fachu: „Nie kupuj tego to Talizman!” Dziś cieszę się, że ich nie posłuchałem. Faktycznie, nie da się nie zauważyć podobieństwa między tymi grami. Jednak, kiedy ktoś proponuje Magię i Miecz mówię stanowczo nie. Penny? Zawsze chętnie! Nie tylko dlatego, że tematyka bardziej mi odpowiada. Dychy, Demony, Dicensy dają o wiele więcej interakcji. Krótszy czas rozgrywki, też wpływa na moją ocenę. Moja najdłuższa partia trwała trzy godziny, a najkrótsza godzinę. Jeśli macie więcej czasu na grę to zachęcam do czytania wszystkich tekstów, choć nie koniecznie z dziećmi. Nie bez powodu to gra 14+.

Mam dwa małe zastrzeżenia jeśli chodzi o ten tytuł. Pierwszy to instrukcja, kiedy ją czytasz masz wrażenie, że rozmawiasz z kolegą. Autor często zwraca się bezpośrednio do czytelników i to również tworzy atmosferę. Niestety, w tej dobrej zabawie nie wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Szczęście w nieszczęściu twórcy Penny Dreadfun traktują ją jak swoje dziecko i trzymają rękę na pulsie. Niedawno na facebooku opublikowali oficjalną odpowiedź na większość pytań, które będziecie mieli podczas rozgrywki. Druga sprawa to znaczniki statystyk. Są to tekturowe krążki, które łatwo przesunąć przez przypadek i czasem aż strach otworzyć okno, bo później trzeba ich szukać na podłodze. Ponadto sklejają się ze sobą i nie widać, czy na jednym polu leży jeden czy dwa znaczniki. Element gry, którego używa się najczęściej powinien być wykonany lepiej. Rodzice Penny szybko rozwiązali ten problem. Jeśli nie przeszkadza wam używanie telefonu podczas gry, to w sieci znajdziecie aplikacje, która w łatwy sposób pozwoli wam dodawać i odejmować punkty statystyk postaci.

W towarzystwie dziesięciu, na swój sposób normalnych, postaci znajduje się Sally. Bohaterka, której nie interesują zasady gry. Chodzi rzuca kostką, trochę utrudnia grę i nic po za tym. Na początku nie miałem pojęcia po co wprowadzać taką postać. Zostałem miło zaskoczony, gdy przy stole siedziała z nami osoba, która nie koniecznie chciała grać, ale chciała spędzić z nami czas. Sally okazała się idealna! Twórcy gry, którzy myślą o osobach, które nie chcą grac? Niespotykane! Ale działa!

Jako podsumowanie powiem wam co jeszcze usłyszałem przed zakupem Penny: „To bieda mechaniczna”. Nie jest to mózgołamacz, to fakt, ale czy wszystko musi być skomplikowane? W mojej kolekcji brakowało lekkiej gry „do piwa” albo na święta z rodziną, której rozgrywka trwałaby dłużej niż trzydzieści minut. Penny Dreadfun Duchy, Demony, Dicensy okazała się idealnym wyborem. Te grafiki, ten klimat, ta prostota i dużo śmiechu! To coś czego szukałem.

Plusy

  • niesamowity klimat
  • duże zróżnicowanie kart
  • postać Lucky Long Tall Sally
  • genialne grafiki i fabuła

Minusy

  • wykonanie znaczników statystyk
  • "dziurawa" istrukcja
  • Redi Games

    Dziękujemy za tak obszerną, pozytywną recenzję! Postaramy się też powiedzieć na dwie wady, o których napisałeś. W kwestii instrukcji – bardzo nam zależało, aby i ona oddawała klimat gry oraz zmniejszała dystans między nami – twórcami, a graczami. Faktycznie jest nieco długa, ale wszystko po to, aby zawrzeć wszystko, co ważne. Jeśli zaś o znaczniki chodzi, to… tutaj jednak wychodzi fakt, iż jest to nasza pierwsza produkcja tego typu. Nie spodziewaliśmy się, że będą one niewygodne. Przy kolejnych produkcjach na pewno zwrócimy na ten temat większą uwagę!