Mechs vs Minions – Recenzja

, Kamil 'Sanex' Cieśla
  • liczba graczy: 2-4
  • czas rozgrywki: 90
  • rok wydania: 2016
  • zależność językowa: średnia

Szkoła 'Mechów'

Mechs vs Minions to gra czerpiąca inspirację z komputerowego hitu League of Legends. W tytule tym wcielamy się w uczniów MECHaniku, szkoły bojowej stworzonej do walki z minionami – stworami chcącymi zniszczyć świat. Jako uczniowie tej legendarnej placówki, ubieramy nasz szkielet bojowy i ruszamy walczyć ze złem! Planszówka ta jest typową kooperacją, w której gracze wspólnie będą dążyć do zwycięstwa.

Tego bym się po sobie nie spodziewał...

Na przedsprzedaż czekałem cały dzień. Niestety, na stronie producenta nie doczytałem, że sklep RIOTa zostanie otwarty wieczorem, dlatego od godziny 10:00 klikałem „odśwież”. Zadajecie sobie pewnie teraz pytanie – dlaczego i po co to robiłem? Odpowiedź jest banalna, twórcy gry ogłosili, że dostępnych będzie tylko 15 000 kopii tej gry, a patrząc na kilku milionową społeczność League of Legends… Marne szanse, czyż nie?
Pamiętam jak dzisiaj finał tej chorej akcji, podczas której RIOT otworzył przedsprzedaż. Lag, zwiecha, strona wczytywała się kilka minut. 9 minut po otwarciu serwera pierwsze 15 000 sztuk się wyprzedało… 15 000 sztuk w mniej niż kwadrans. Najśmieszniejsze jest to, że strona nie działała ani u mnie, ani u Andrzeja, który wówczas był na Essen. „Jak oni to do cholery kupili” myślałem sobie… Na szczęście dodano do puli następne 15 000 gier, na nieszczęście – z późniejszym terminem wysyłki. Ale warto było czekać.

Pokaż kotku, co masz w środku!

Po otwarciu POTĘŻNEGO pudła naszym oczom ukazuje się kilka mniejszych insertów, setki figurek, kilka scenariuszy zaklejonych w kopertach, niespodzianka i wiele, wiele innych. Jakość i ilość komponentów jest zdolna wprawić w osłupienie każdego, nawet najtwardszego kickstarterowego maniaka. Wypraska jest tak zaprojektowana, że każdy, nawet najmniejszy centymetr się liczy. Znajdziemy w niej miejsce na karty, żetony, kafelki czy nawet instrukcje z kopertami. Dwustronne kafelki planszy posiadają nadruki, które odbijają światło – na wszystkich symbolach specjalnych. Ponadto są zabezpieczone folią matową, przez co trudniej je uszkodzić. Figurki Mechów są pomalowane, a minionów – pocieniowane. Akrylowe podstawki, metalowe znaczniki, specjalne kości… Nadal, mimo roku od otwarcia plansznszówki, nie spotkałem się z drugą tak bogato wydaną grą. Edycje kolekcjonerskie Tokaido, czy Wojny o Pierścień mogą się schować… Nie mówiąc o standardowych produkach FFG czy CMON – mimo, że to przecież najwyższa półka wydawnicza. Mechs vs Mionions to najlepiej wykonana gra planszowa na świecie, bez dwóch zdań.

Jak to wygląda mechanicznie?
Mechs vs Minions to gra bazująca na programowaniu swoich ruchów. Każdy bohater posiada planszetkę, na której będzie układać akcje, które odpalą się w odpowiednim czasie. Każda runda zaczyna się od wyboru dostępnych kart akcji, gracze zaczynając od pierwszego śmiałka zostawiają sobie kartę, a resztę podają dalej. Następnie, zaczynając od ostatniego, powtarzają ten proces. Karty są podzielone na 4 klasy: komputerowa, mechaniczna, elektryczna i ognista. Każda z nich ma inną charakterystykę. Dzięki temu ogień to w głównej mierze posunięcia ofensywne z atakami obszarowymi, a ruchy komputerowe pomagają przeprogramować nasze zaplanowane już akcje. Oprócz tego każda karta posiada kilka poziomów. Tym sposobem zagranie 2 kopii tego samego ruchu wywoła odmienny efekt od zagrania pojedynczego egzemplarza.

Po skończonym drafcie gracze programują mechy, zagywając karty w określonej kombinacji. Wszystkiemu towarzyszy klepsydra odmierzająca czas, więc jeśli czegoś nie zdążymy zrobić – trudno, stracimy turę. Podczas rundy właściwej, gracze aktywują wszystkie efekty i wykonują swój ruch. Takim sposobem, podczas jednej tury mech może się poruszyć, zaatakować, znowu poruszyć i wywołać inny, dodatkowy efekt. Cała trudność gry polega na przewidzeniu ruchu minionów w przyszłych rundach i odpowiednim ułożeniu kart akcji tak, aby trafić przeciwnika. Po fazie aktywacji bohaterów, następuje faza stworów. Miniony są poruszane według kilku schematów, głównie zdefiniowanych za pomocą konkretnych scenariuszy i kostek. Skoro już wspomniałem o misjach, muszę im poświęcić trochę więcej czasu.

Planszówka RIOTa posiada dziesięć zaklejonych kopert, w których znajdziemy indywidualne instrukcje do każdego scenariusza, nowe karty ulepszeń naszych mechów i inne smaczki, o których nie będę pisać – aby nie robić spoilerów. Fabularnie całość jest połączona spójną historią, która tworzy kampanię z rozwojem bohatera. Najważniejsze jest jednak to, że każda z tych misji działa również samodzielnie. Jak to natomiast wygląda od strony mechanicznej? Bardzo dobrze. Niektóre scenariusze to typowe ‚tower defense’, gdzie mechy będą bronić konkretnego miejsca na mapie, inne będą wymagać od nas przepychania z minionami bomb, a jeszcze inne walki z bossami. Pod tym względem tytuł ten jest bardzo dobry i czuć, że twórcy starali się zaoferować nam, kupującym, jak najwięcej. Poziom trudności jest przeciętny, ani trudny ani łatwy. Są momenty, gdzie mechy niszczą hordy minionów, ale są też walki, gdzie będziemy musieli chwilę pogłówkować.

A to Ci niespodzianka...

Z jednej strony dostajemy klimat League of Legends, ale nie w kalce jeden do jednego. Zamiast tego mamy spójne grafiki, smaczki, nawiązania do LoL’a i tylko, albo aż tyle. Jeżeli ktoś szuka typowej gry MOBA w świecie planszowym – musi szukać dalej. I to jest według mnie największe zaskoczenie, jakie przeżyłem podczas swojej przygody z Mechs vs Minions. Oczekiwałem czegoś całkowicie innego – gry skopiowanej ze świata komputerowego. Mechanicznie planszówka działa i to bardzo dobrze, nie występują większe paraliże decyzyjne ze względu na klepsydrę, jest prosta do wytłumaczenia, ale przy tym pozwala sporo kombinować. Zasady załapie nawet największy laik, co jest również pozytywnym aspektem. Wielkość pudła, ilość plastiku, zamykana wypraska, to trzeba zobaczyć na własne oczy, bo naprawdę – jakość Mechs vs Minions wyznacza nowe standardy.

Jednak mimo tylu plusów, dobrej ceny, wykonania, poprawnej mechaniki, super misji, w tej grze brakuje mi czegoś. Każda rozgrywka jest na swój sposób podobna, rozwój bohaterów nie należy do najlepszych i ten aspekt gry wolałbym widzieć znacznie bardziej rozbudowany. Ponadto w planszówce dostajemy tylko cztery mechy, a to jest naprawdę mało…

Czy warto kupić planszówkę RIOTa?
Na pewno powinniśmy się przyjrzeć mechom z bliska oraz nimi zagrać. Jednak miejmy w pamięci fakt, że gra ta została zaprojektowana dla wszystkich, a nie tylko geeków – jak błędnie sugeruje nam wielkość pudełka. Z tego też powodu zaawansowani gracze mogą poczuć pewnego rodzaju niedosyt…

Plusy

  • Cena do liczby komponentów
  • Jakość wydania
  • Ciekawa kampania
  • Zadania w kopertach
  • Rozbudowana fabuła
  • Łatwa do nauczenia mechanika

Minusy

  • Tylko 4 bohaterów
  • Moim zdaniem zbyt przewidywalny rozwój bohaterów
  • Potężne i ciężkie pudło, które trudno transportować
  • Niska regrywalność

Opinie redakcji

Andrzej Kaczor: Grę kupiłem trochę na fali hype\’u, troche czytając opinie gdzie zachęciło mnie programowanie ruchów które tak  brakuje mi w plansżówkach.

Wykonanie gry jest już wręcz legendarne ale nie o tym chcę napisać.

Na grze się zawiodłem ale nie od razu. Na początku grało się naprawdę dobrze, odkrywaliśmy kolejne scenariusze, programowaliśmy nasze roboty i dobrze się bawiliśmy. Jednak w okolicach 3 bądź 4 misji dotarło do mnie że gra jest do bólu powtarzalna. Abstrahując od zmiennych elementów typu plansza czy cel zadania to część po stronie gracza zawsze wyglądała tak samo. Znaleźć karty które będą najlepiej pasować pod daną misję. Gdyby te karty za każdym razem były inne, tzn potrzebne były by inne ruchy czy ataki żeby ukończyć daną misję to by było ok. Niestety z kart które były dostępne można było znaleźć taki układ który dawał najlepszą mobilność oraz fire power, niezależnie od misji.

Smutne ale prawdziwe, gra poszła pod młotem a my nie rozegraliśmy wszystkich scenariuszy pomimo szczerych chęci. Cóż, może kiedyś będzie druga część i poprawią to co doświadczonemu planszówkowiczowi nie pasowało 😉