Gigantyczny problem amerykańskich planszówek

Według niektórych mediów aktualnie na świecie trwa wojna pomiędzy USA i Chinami. Nie militarna, znana z opowieści lub wspomnień naszych ojców czy dziadków, a ekonomiczna, w której gry planszowe są jedną z ofiar.

To, że USA są gospodarczą potęgą świata wie chyba każdy, ale nie każdy ma świadomość, że Chiny według prognoz już za kilka/kilkanaście lat przegonią Amerykanów. W związku z tym prezydent USA rozpoczął potyczkę, w której nie będzie wygranych. Pomijając polityczne zagrania mające na celu wypędzenie chińskich gigantów z zachodniego rynku, to walka dotyczy również ceł i podatków. I tym oto sposobem branża zabawek, a w tym komiksów, gier planszowych i gier wideo (fizycznych) dostały rykoszetem. Bardzo bolesnym rykoszetem. Dlaczego?

Ponieważ od przyszłego miesiąca (?) rząd USA nałoży nowy 25% podatek na towary importowane z Chin. Chociaż w tym wszystkim najgorsze jest to, że nikt nie ma pewności kiedy i jak to nastąpi.

Co to oznacza dla firm?

W branży, od zaplecza, panuje pewna panika – oczywiście mowa tutaj o wydawnictwach amerykańskich. Nowy 25% podatek w niektórych przypadkach może przewyższyć wydawniczy zysk na grze. Czas na cyferki. Nie jest tajemnicą, że gdy gra kosztuje dla przykładu 100 złotych w sklepie, to w dużym uproszczeniu:

  • 20 zł z tego jest podatkiem dla państwa (kupując grę za 100 zł Polacy płacą podatek VAT w wysokości 23%)
  • 30 złotych to marża sklepowa (sklep + hurtownia)***
  • 15 złotych to marża dystrybutorska
  • 20 złotych to mniej więcej koszt produkcji
  • 15 złotych to dochód dla wydawnictwa

z którego wydawnictwo musi opłacić develop gry, logistykę, reklamacje oraz promocję. Tutaj różne firmy mają różną politykę, ale finalny „dochód na czysto” bardzo często jest mniejszy niż 5% sugerowanej ceny detalicznej. Jeżeli koszt produkcji podrożeje o 25%, wówczas zysk firmy może zmaleć do umownego zera. Oczywiście całość jest pisana w dużym uproszczeniu, ponieważ koszta produkcji, developu, marże wydawnicze i dystrybutorskie mogą być różne. Opisany wyżej przykład bazuje na powszechnym modelu „1 do 5”.

Warto tutaj zaznaczyć, że druk w Chinach wcale nie jest taki tani, jak się niektórym wydaje. Ogólnie ceny są od 15 do 40% mniejsze, przy czym trzeba do tego opłacić transport morski w wysokości kilku tysięcy dolarów za kontener. Teraz ktoś mógłby zapytać, dlaczego w takim razie drukuje się w Chinach, skoro wcale dużo taniej nie jest? Ze względu na poziom obsługi, jakość druku oraz „uniwersalność” zamówień. Dla dużych egzotycznych fabryk nie ma różnicy czy gra ma 20 czy 60 kart, ponieważ posiadają one drukarki pod różne arkusze papieru, gdy np. w Polsce standardem są arkusze mieszczące około 55 kart 63×88 mm. I to jest kwestia samego papieru, który jeszcze można przeżyć, ale plastik? Na tej płaszczyźnie pod względem jakości Chińczycy wyprzedzili wszystkich, zachód dopiero uczy się fachu, kiedy nasi azjatyccy konkurenci są w stanie wykonywać cuda z tego materiału.

Tak więc amerykańscy wydawcy mają niemały problem – albo zaczną produkować gry w Ameryce, ale wybór drukarni jest niewielki, a koszt transportu kontenerów w obrębie 4-5 stanów jest duży, albo poniosą koszta dodatkowego podatku. Tak czy inaczej – ich marża się zmniejszy i to dość boleśnie. 

*** tutaj kilka szczegółowych obliczeń. Realnie, nikt nigdy nie sprzedaje gry po cenie SCD, ponieważ po drodze hurtownie czy właśnie sklepy zbijają marżę aby konkurować ze sobą. Dlatego zarobek na grze za 100 zł dla sklepu mniej więcej wynosi:
Średnia cena zakupu gry przez sklep w Polsce: 65 brutto
Średnia rynkowa marża: 20%
Średnia cena sprzedaży gry: 78 pln
Zysk brutto: 13 pln
Zysk netto: 10,57 pln
Zysk netto po podatku: 8,56 pln

Co to oznacza dla nas?

Tutaj trzeba pobawić się we wróżkę. Kiedyś pisałem o tym, że Asmodee będzie wydawać własne tytuły w obrębie grupy kapitałowej, wtedy sporo ludzi z branży mnie wyśmiało. Niespełna pół roku później Galakta straciła X-winga, a wydawnictwo Lacerta Pandemica. Tym razem również zaryzykuję i przedstawię swoje typy:

Wariant bardzo realny – plajta wielu amerykańskich wydawnictw kickstarterowych

W tym roku upadło już kilka firm, ale wydaje mi się, że prawdziwe żniwa dopiero się zaczną. W najgorszej sytuacji są te firmy, które już zebrały od swoich klientów pieniądze za wysyłkę i produkcję gry, a które przed wprowadzeniem w życie nowego podatku nie zdążą sprowadzić planszówek do kraju. Giganci będą mieć budżet na taki obrót sytuacji, ale małe i średnie firmy mogą nie udźwignąć dodatkowych kilkudziesięciu tysięcy dolarów podatku.

 

Wariant realny – podniesienie cen gier na świecie

Żeby utrzymać się na rynku, wydawcy podniosą ceny produktów o 25%. I takim oto sposobem, skoro Amerykańska gra kosztuje 1,25X i się sprzedaje, to dlaczego europejskie wydawnictwa też nie mają więcej zarabiać? One również z czasem wyrównają ceny. Wynik finalny będzie taki, że gier sprzedawać się będzie mniej, ale za wyższą cenę – koniec końców konsument nie ma kieszeni bez dna.

 

Wariant średnio realny – przystopowanie premier

To rozwiązanie jest tak naprawdę skutkiem wcześniejszego punktu. Gry będą droższe, będzie się ich mniej sprzedawać, tak więc firmy szukając oszczędności nie będą tworzyć kilkunastu gier rocznie, a kilka. Kto wie, może nawet bardziej dopracowanych? Tak czy inaczej, możemy wrócić do sytuacji sprzed 5-6 lat gdy rocznie nowości na rynku było prawie dwa razy mniej.

 

Wariant mało realny – Europa zdominuje rynek

Jeżeli koszta wydawnicze w USA zwiększą się, wówczas jest szansa, że europejskie wydawnictwa nie zmienią swoich cen. Efekt tego będzie taki, że „nasze” gry będą o 25% tańsze oferując podobny poziom rozgrywki, a to będzie oznaczać zwiększanie się dominacji europejskich firm względem amerykańskich na rynku gier planszowych.

 

Wariant średnio realny – rozejdzie się po kościach

Na koniec dnia może się okazać, że USA tak tylko straszyło, zmniejszą ten podatek do jakichś realnych wartości rzędu 10%, a wówczas część tej kwoty zostanie pokryta przez wydawnictwa, a część zwiększy cenę gier planszowych, której nawet nie odczujemy. Koniec końców planszówki i tak realnie drożeją o 5-10% co roku 😉

 

Moje zdanie:

Moim zdaniem to nie jest jeszcze wojna, a „przepychanka” i sprawdzenie reakcji przeciwnika. Prawdziwy dramat by się zrobił, gdyby Chiny dostały całkowity zakaz eksportowania swoich towarów na rynek amerykański. Ale taka decyzja wpłynęłaby już nie tylko na naszą branżę, a cały świat i wszystkie rynki. Na pewno wygranymi w tej sytuacji są drukarnie zlokalizowane w Europie lub Ameryce, oraz wszyscy, którzy nie oparli swojego biznesu na chińskiej produkcji. Jak będzie? Czas pokaże. Tymczasem to może być dla nas ostatnai okazja, aby kupić kultowe gry w przyzwoitych cenach.

 

  • Filip Rastula

    wszystko pięknie ale cło 25% dotyczy kosztów produkcji ( ceny, którą płaci wydawca Chińczykom), a więc w twoim przykładzie cena nie wzrośnie o do 1,25 pierwotnej ceny tylko koszty produkcji wzrosną o 1/4 a więc 5 złotych. Gra będzie kosztować 105 a nie 125 ( również w uproszczeniu, bo zmiana kosztów i ceny wpłynie również na zobowiązania i koszty uzyskania).